24.01.2015, Chicago
Kochany Mike'u
Nigdy Ci nie mówiłam o tym, co na prawdę czuję. Wiedziałeś, że mam problemy, że często przechodzę ciężkie dni, ale to coś więcej niż myślisz. Jakiś czas temu wszystko się pozmieniało. W ciągu kilku miesięcy stałam się inną osobą. Świat stał się innym światem. Życie wywróciło się do góry nogami, tak, że już nie daję rady się utrzymać w pionie. Upadam po każdym najmniejszym zachwianiu i nie mam nadziei na zmiany.
Podjęłam decyzję. Kocham Cię i obiecuję, że jeśli po śmierci jest jakieś życie - będę o Tobie pamiętać. Ty też nie zapominaj o mnie.
Twoja, Eve ♥
Wszyscy obstawiali, że z moją aktywnością fizyczną i końskim zdrowiem dożyję setki. Ale nie mieli racji. Widać, w życiu nie zawsze decyduje organizm, ale dusza. Moja dusza wybrała właśnie ten dzień. Oddała moje ciało śmierci, nie pyjąc o zdanie. To właśnie ona przecięła moje żyły, nie ja. To ona wielokrotnie sprawiała, że łzy nie przestawały płynąć, że mój makijaż zamieniał się w ciemną rozpierduchę na mojej zmęczonej życiem twarzy. Sprawiała, że moje usta blokowały się i nie potrafiłam się uśmiechać. Powodowała, że dziesiątki nocy spędziłam płacząc, a kiedy udawało mi się zasnąć - co chwila budziły mnie koszmary. Samo istnienie stało się koszmarem. Nie było żadnej nadziei, żadnej radości...
Kochany Mike'u
Nigdy Ci nie mówiłam o tym, co na prawdę czuję. Wiedziałeś, że mam problemy, że często przechodzę ciężkie dni, ale to coś więcej niż myślisz. Jakiś czas temu wszystko się pozmieniało. W ciągu kilku miesięcy stałam się inną osobą. Świat stał się innym światem. Życie wywróciło się do góry nogami, tak, że już nie daję rady się utrzymać w pionie. Upadam po każdym najmniejszym zachwianiu i nie mam nadziei na zmiany.
Podjęłam decyzję. Kocham Cię i obiecuję, że jeśli po śmierci jest jakieś życie - będę o Tobie pamiętać. Ty też nie zapominaj o mnie.
Twoja, Eve ♥
Wszyscy obstawiali, że z moją aktywnością fizyczną i końskim zdrowiem dożyję setki. Ale nie mieli racji. Widać, w życiu nie zawsze decyduje organizm, ale dusza. Moja dusza wybrała właśnie ten dzień. Oddała moje ciało śmierci, nie pyjąc o zdanie. To właśnie ona przecięła moje żyły, nie ja. To ona wielokrotnie sprawiała, że łzy nie przestawały płynąć, że mój makijaż zamieniał się w ciemną rozpierduchę na mojej zmęczonej życiem twarzy. Sprawiała, że moje usta blokowały się i nie potrafiłam się uśmiechać. Powodowała, że dziesiątki nocy spędziłam płacząc, a kiedy udawało mi się zasnąć - co chwila budziły mnie koszmary. Samo istnienie stało się koszmarem. Nie było żadnej nadziei, żadnej radości...